Czy zdarzył Ci się kiedyś taki dzień, w którym nie masz ochoty na nic?

Czy zdarzył Ci się kiedyś taki dzień, w którym najchętniej zamknęłabyś się i nie rozmawiała z nikim?

Po prostu odepchnęła wszystkich od siebie i zanurzyła się w łóżku pod kołdrą z przyjacielem snem?

Albo przygotowała popcorn, colę, czekoladki  i film p.t. „Bezsenność w Seattle”?

Czy kiedykolwiek przeżyłaś takie totalne wyłączenie, wycięcie ze świata?

Takie dni czasami bywają. Są nieuchronne.

Nie ma recepty na wieczny uśmiech i nawet najbardziej pozytywnie nastawione do życia osoby, załapują czasem… doła.

Nie ma takiej możliwości, aby nasz organizm pracował wyłącznie na największym poziomie efektywności. Nawet sportowcy, którzy osiągają złote medale i są tytanami pracy, maja czasem słabsze dni, potrzebują odpocząć.

Jest parę rodzajów doła.

Jest dół z uśmiechem. To wtedy, gdy się uśmiechasz, a nikt nie zauważa tego, że najchętniej poszłabyś do domu i została jakiś czas w samotności.

Jest dół odkrywca. To taki, kiedy Twój mąż/partner/przyjaciel mówi: „Czy coś jest nie tak?”, a Ty odpowiadasz standardowo: „Nie”.

I totalny dół, czyli emocjonalne NIC.  Wtedy nie masz ochoty zupełnie na NIC.

Czytałam wiele na temat tego, jak sobie z takimi dniami radzić.

Rady mają to do siebie, że trzeba je dobrać do naszych naturalnych uwarunkowań i indywidualnych cech.

Na przykład rada: „Uspokój swój umysł, wycisz ciało” jest nie dla mnie.

Trudno mi zrealizować taką radę, bo nigdy nie umiem usiedzieć na miejscu.

W grocie solnej wytrzymałam na leżaku całe 15 minut. To maksimum moich możliwości.

Gdyby ktoś wymyślił jakiś cudny napój, po którym wracamy na tory dobrego samopoczucia, to pewnie dostałby za to jakąś nagrodę.  Nosiłby miano uzdrowiciela dusz, mentora optymizmu.

Może dodałby trochę uzdrowicielskiego proszku do chleba, abyśmy mogli codziennie czerpać pokłady sil i energii z każdego kęsa, od śniadania do kolacji.

Niestety takiego cudeńka nie ma.

Jesteś Ty: sama ze swoim dołem.

Gdybym miała napisać receptę na zdrowie duszy to pewnie nazwałabym ją:

ZNAJDŹ SOBIE ZAJĘCIE.

Zawsze staram się aktywnie korzystać z każdej danej mi chwili.

Często, kiedy krzątam się o 24.00, mój mąż do mnie mówi: „Powiedz mi 5 razy dobranoc i idź już spać.”

Dlaczego tak mówi? Bo pięciokrotne mówienie dobranoc to mój standard.

Kiedy powiem pierwszy raz dobranoc, to na pewno nie pójdę spać.  Zawsze znajduję jakieś nowe zajęcie i mijają kolejne minuty, godziny…

Potem kolejne, kolejne… aż do piątego razu.

Dlaczego trwa to pięć razy? Pojęcia nie mam. Tak jakoś już jest. Nie trzy, nie cztery, nie sześć, a właśnie pięć.

Moja metoda na życie to właśnie aktywność.

Znajduję sobie nowe zajęcia, które nie pozwalają zatopić się w sentymentalnym świecie złego samopoczucia.

Takie tworzenie sobie stale nowej rzeczywistości powoduje, że ciągle skupiam się nad czymś nowym, czymś co wciąga, inspiruje.

Kiedy jedno się kończy to zaczyna się coś nowego.

Taki pęd – siła działania – powoduje efekt przyciągania.  Jedna myśl przyciąga kolejną myśl. Jedno zadanie przyciąga kolejne zadanie. Wszystkie te zadania są jak ziarenka piasku na plaży. Wybieram wszystkie te ziarenka, które mnie ogrzewają, które napędzają mnie pozytywnie.

Sabina Cieślar ONA w biznesie

Zdarzają się czasem takie ziarenka, które leżały na dnie morza, które są zimne i nieprzyjemne. Warto mieć wtedy odpowiednie sito i oddzielić je od ciepłych ziarenek, bez nadmiernego skupiania nad tym, skąd to zimne się wzięło. Po prostu jest.

Z wszystkich potknięć i porażek należy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Kiedy się nad nimi nadmiernie skupiamy to tylko tracimy czas na zastanawianie się, dlaczego nam coś nie wyszło. Przeszłość ma to do siebie, że nie może ulec zmianie. Jeżeli więc nie mam na coś wpływu to nie zostaje mi nic innego jak iść dalej.

Jeżeli będę czegoś chcieć i dążyć do realizacji tego co chcę, to głęboko wierzę, że to się zrealizuje.

Często w codziennej prozie zapominamy o tym, że mamy prawo marzyć.

Najlepszym jednak lekiem na każdą chandrę dla mnie są dzieci. Wystarczy jeden uśmiech na malej twarzyczce, a ja mogłabym przenosić góry. Te małe stworzenia mają w sobie największe pokłady optymizmu. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dodają mi sił każdego dnia, nawet wtedy, gdy dają ostro w kość. Moje życie jest lepsze, odkąd się pojawiły.

Biorę więc codziennie niespożytą dawkę siły i energii.

Polecam wszystkim 🙂

Sabina