… czyli krótka lekcja werbalnego savoir vivre’u w biznesie.

 

W dzisiejszych czasach, kiedy kobiety zaczynają zajmować stanowiska, do tej pory zdominowane w całości przez mężczyzn, powstał problem, jak tytułować kobiety wykonujące te zawody.

Dawno wyszło już z mody tytułowanie kobiety mianem zawodu wykonywanego przez mężczyznę (męża), takie czasy kiedyś rzeczywiście były!!!. Żonę doktora nazywano panią doktorową, żonę profesora – profesorową.

Możesz sobie wyobrazić to dzisiaj?

Mój mąż zajmuje się sprzedażą, więc miałabym miano pani sprzedażowej. Jest też menedżerem, więc miałabym szansę również na bycie panią menedżerową ;-).

Na szczęście, o tych czasach możemy już zapomnieć.

Ostra debata na temat damskich odmian nazw zawodów zaczęła się w zeszłym roku od wystąpienia Pani minister Joanny Muchy. Do głosu włączyli się internauci, językoznawcy, feministki.  Sprawa stała się na tyle ważna i głośna, że Rada Języka Polskiego miała ręce pełne pracy.

Jak nazwać kobietę wykonującą typowo do tej pory męski zawód?

Czy warto tworzyć nowe słowa w języku polskim?

Wg stanowiska Rady Języka Polskiego w sprawie żeńskich nazw zawodów i tytułów z dnia 19 marca 2012 roku, istnieje możliwość stosowania w języku polskim zarówno męskich jak i damskich odmian nazw zawodów.

Odmiany damskie standardowo tworzy poprzez dodanie przyrostka  -ka , -ini/-yni, lub -a, np. :

kierownik – kierowniczka,

władca – władczyni,

habilitowany – habilitowana.

Niektóre nazwy mogą wydać się zbyt potoczne, nie nadające danemu stanowisku odpowiedniej wagi, stąd propozycja ze strony kobiet stworzenia nowych słów, nie stosowanych dotychczas w języku polskim, np.

minister – ministra (zamiast ministerka)

premier – premiera  (zamiast premierka)

Są  jednak problemy w tworzeniu tego typu słów.  Istnieje już bowiem słowo „premiera” w teatrze lub filmie jako pierwsze wystąpienie, wyświetlenie.

Stosowanie damskich odpowiedników nazw zawodów zależy więc od nas – od społeczeństwa. Jeżeli takie nazwy się przyjmą, to zagoszczą w naszym języku na zawsze.

Ja osobiście będę się nazywać Menedżerem, nie dlatego, że nie chcę tworzyć damskiej odmiany Menedżerka ale dlatego, że nie uważam, że jest to w jakikolwiek sposób dla mnie poniżające, albo urągające mojej kobiecości.

Jeżeli masz taką ochotę i czujesz potrzebę nazwać się Menedżerką, to ja nie mam nic przeciwko. Każdy ma prawo do własnego wyboru.

Myślę po prostu, że nie ma o co kruszyć kopii. Robienie rozgłosu wokół spraw drugoplanowych jest dla mnie stratą czasu. Dla mnie ważne jest, aby kobiety skorzystały z szansy piastowania funkcji do tej pory zdominowanych przez mężczyzn. Dla tych wartości wolałabym zachować siłę i energię.

Jeżeli są ważniejsze sprawy, to być może, jak to już w polityce jest, chodzi o coś innego?

Pytanie, jak wiele człowiek jest w stanie zrobić, aby osiągnąć rozgłos wokół swojej osoby?

Drobny szczegół jest taki, że kiedy mężczyzna wymyśli jakiś dyrdymał, to jest to traktowane jako ekstrawagancja, a kiedy to samo zrobi kobieta, to jest ona traktowana jako „mało inteligentna”. Z takim podejściem  się nie zgadzam.

Dzień dobry Pani Prezesko - ONA w biznesieKażdy z nas, bez względu na płeć, ma prawo do dyrdymałów.

Pozdrawiam.

Sabina

PS. Pełna wersja stanowiska Rady Języka Polskiego w sprawie żeńskich form nazw zawodów pod tym LINKIEM